cz.1 co robią narkotyki.
(cyfry w nawiasach) odnoszą się do słonika na dole postu.
Na ten moment, jestem wolny od uzależnień.
Oprócz jednego, znacie pewnie patyczki do uszu, takie zakończone watę, kiedy poczuję chęć pogrzebania sobie w kanale słuchowym zewnętrznym, nic nie jest w stanie mnie powstrzymać. Doszedłem już do tego poziomu tolerancji (1), że zużywam sześć obustronnych patyczków podczas jednego posiedzenia, trzy na każde ucho. Paczka schodzi w niecały tydzień. Pomóżcie ; )
Najtwardszym narkotykiem jaki zażywałem był alkohol, skończyłem z tym lata temu.
Teraz od czasu do czasu "zarzucam kwasa" czy jakiś inny halucynogen, i dość regularnie palę konopie Indyjską i syntetyczne analogi canaboidów.
Substancje psychoaktywne nigdy nie zrobiły mi żadnej przykrości, nigdy nie miałem kaca, bad trippa (2), zjazdu, nie zrobiłem niczego czego bym potem żałował nie czuję przymusu zażywania żadnej.
Dostarczyły mi za to wiele radości : )
Często mniej doświadczeni znajomi, a w szczególności te osoby które boją się spróbować pytają mnie "po co to robisz?" "co z tego masz?".
W tym artykule udzielę szczegółowej odpowiedzi na to pytanie.
Odpowiedzieć mogę na kilka sposobów.
Z punktu widzenia emocji i motywacji:
Bawię się tym.
Zaspakajam ciekawość.
Urozmaicam sobie sposoby doświadczania.
Bardziej technicznie, można opisać przyjemne efekty ćpania:
Może się zrobić refleksyjnie, "zebrać się na roskminę", myśli bardzo się rozluźniają, bardzo odległe skojarzenia nie wydają się już tak odległe, mi osobiście wydłuża się czas, który daje każdej myśli. Brzmi to pięknie, ale jakoś tak się składa, że w dziewięciu roskminach na dziesięć, pomysły są w najlepszym przypadku dziwne: ja na przykład chciałem zrewolucjonizować przemysł urządzeń elektronicznych przez odnalezienie ziaren z których wyrastały by telefony, tyle jest nieodkrytych roślin, może któraś to potrafi, może wystarczy małą modyfikacja genetyczna : )
Może być po prostu przyjemnie, taki tryb "hedonistyczny" się włącza.
Jedzenie jest smaczniejsze, dźwięki są przyjemniejsze, muzyka jest zupełnie doskonała, ubrania wygodniejsze, a seks mili państwo, piękna sprawa.
"Śmiechawa" to chyba nie wymaga tłumaczenia? Ja śmieje się bardzo dużo i na trzeźwo i tego efektu staram się unikać : )
Halucynacje. Znam taki żart:
Wraca wnuczka do domu i nigdzie nie może znaleźć swoich żelek nasączonych LSD, w końcu pyta babcię: - nie widziałaś gdzieś moich słodyczy. - zapomnij o słodyczach, widziałaś smoka w kuchni? - odpowiada przejęta babcia.
Niestety takich zwid nie doświadczyłem, ani nie słyszałem, żeby ktokolwiek zdrowy doświadczył. To co się powszechnie zdarza, to "ożywanie" wzorzystych powierzchni, tak że wydaje się, że stałe przedmioty płyną, wyłanianie się regularności w nieregularnych obiektach, jak na przykład chmurach, zmiany postrzeganego rozmiaru albo ilości przedmiotów. Chyba najciekawszej "wizualizacji" doświadczył mój znajomy, który podczas festiwalu miał wrażenie, że ludzie nie mają twarzy, że są płascy z przodu głowy.
Wzmożona empatia, niektóre substancje sprawiają, że jest się bardziej wrażliwym na emocje własne, i innych ludzi, pojawia się głębokie poczucie przyjaźni do wszystkich ludzi, a czasem i nie ludzi. Czasem wiąże się też z refleksją a temat jak to jest być czymś innym niż się jest. Mi wielką przysjemność sprawiło utożsamianie się ze wzgurzem, z tym jak ciągle ma tych samych sąsiadów, jak zmienia się w zależności od pory roku, jak jego części spajane są koreniami trawy, a inne spłukiwane deszczem, orodowane słońcem wywiewane powietrzem. Napełniło mnie to ogromnym spokojem.
Oprócz wspomnianego trybu hedonistycznego, można wydzielić podobny efekt euforyzujący niektórych substancji: różnica polega na tym, że w pierwszym przypadku, przyjemność pojawia się w kontakcie z jakimiś zewnętrznymi bodźcami, a euforia, radość po prostu jest pojawia się znikąd, bez prowokacji. Dobre to jest.
Zdarzyć się też może, poczucie odrealnienia, życie staje się jak sen, wspomnienie, film, opowiadana przez kogoś historia, ja miewałem takie odczucia, jeszcze zanim zacząłem cokolwiek zażywać, można to lubić, można nie lubić, dla mnie jest to przeżycie bardzo ciekawe, i zawsze witam je z otwartymi ramionami, czy raczej umysłem. Zdarza się też efekt odwrotny, wszystko nabiera jakiejś głębszej esencji. Nie jestem zadowolony z użycia takiego magicznego słowa, ale chciałem jakoś to zawrzeć w jednym wyrazie. To takie uczucie, że wszystko jest ważne, bardzo realne, mniej myśli się o symbolice i nadanym znaczeniu, a bardziej po prostu się doświadcza, ręka nie jest mną, jest czymś o swojej temperaturze, wadze, kształcie, w konkretnym miejscu w przestrzeni, tak samo mieszkanie, nie zapomina się, o tym czy to miejsce znane czy nie, ale schodzi to na dalszy plan, nie myśli się czy jest się w nim bezpiecznym czy nie, widzi się, ściany, dywan, sufit, ma się świadomość pustej przestrzeni. Trochę bardziej subtelne ale też bardzo interesujące.
Część z tych efektów, w większym czy mniejszym stopniu daje się kontrolować i wywoływać w stanie trzeźwości. Kiedy kilka razy uwaga zmieniana narkotykiem skupi się na przyrodzie, na pojedynczym źdźble trawy, i okaże się, że jest w nim coś fascynującego i pięknego, na trzeźwo chce się sprawdzić, czy rzeczywiście jest coś w takim listku, czy to tylko zwidy, i w moim przypadku, okazuje się, że najprostsze nawet rośliny są wdzięcznym i często zaskakującym obiektem obserwacji.
To wszystkie rzeczy które przydarzyły mi się osobiście.
Wiem też, że jest cała klasa stymulantów, które napełniają człowieka energią, słyszałem, że towarzyszy jej czasem poczucie wszechmocy.
Słyszałem o utracie poczucia ego, ale dopóki nie doświadczę nie chciałbym tego opisywać, obiegowe historie są do siebie zbyt podobne, i podejrzanie przypominają stany do których dąży się w niektórych szkołach medytacji, więc może to tylko powtarzana kalka. Coś jak raporty ludzi którym wydaje się, że porwało ich ufo, czy tych którzy doświadczyli śmierci klinicznej.
Mówiłem, że nigdy mnie narkotyki nie skrzywdziły, bo to prawda, bilans wygód i nie wygód zawsze był satysfakcjonujący, ale jest kilka aspektów bez których mógłbym się obejść.
Szczękościsk, gastrofaza, niechęć do jedzenia, bezsensowność, zaburzenia postrzegania temperatury raz wydaje się że jest gorąca zaraz że zimno, nadmierna wrażliwość błon śluzowych - ta powoduje czasem nieustępujące uczucie pełnego pęcherza, czy nie przebierając w słowach chęci srania : )
Więc wracając do pytania, dlaczego biorę narkotyki, to dlatego, że jestem z natury ciekawski, lubię sprawdzać nowe rzeczy na trzeźwo i nietrzeźwo. Po prostu bawię się, urozmaicam sobie życie.
Są też motywacje, podążanie za którymi wydaje mi się być niebezpieczne, albo po prostu mnie denerwują, ale to w kolejnym odcinku:
Słowniczek:
1. tolerancja - to zjawisko polegające na coraz słabszym działaniu leku w miarę czasu jego przyjmowania
2. bad trip - bezpośrednie tłumaczenie to zła jazda, sytuacja w której stan wywołany przez narkotyk jest nieprzyjemny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz