poniedziałek, 26 maja 2014

Nie ćpaj tego cz.2

cz.2 Poważnie niepoważna duchowość.

Niektórzy fani substancji psychoaktywnej z przyczyn nie zrozumiałych dla mnie, robią z ćpania ścieżkę (hehe) rozwoju duchowego.

Postaram się dowieść, że jest to nierozsądne a nawet szkodliwe.



To co oczywiste, narkotyki mogą być niebezpieczne.
Żeby nie zrobić sobie krzywdy warto być ostrożnym.


Jeśli uznamy ćpanie za potencjalnie groźną zabawę, zwiększamy swoją szansę na zachowanie czujności, otwieramy sobie drogę do zamiany tej przyjemności na inną. Bierzemy odpowiedzialność za siebie, i nikogo innego.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z wkraczaniem na duchową ścieżkę.
Nie jest to już zabawa, a poważne przedsięwzięcie wymagające poświęceń, systematyczności i przepychania granic. Progres musi być!
"Warto" znaleźć przewodnika duchowego, a jeśli uda się nam coś osiągnąć, zrozumieć rzeczywistość może i padawana (1), tak więc odpowiedzialność jest dzielona, a swoboda autonomicznego myślenia ograniczona.

Najmniejszy problem jest taki, że narkotyki są mało kompatybilne z innymi formami rozwoju, czy to duchowego czy jakiegokolwiek innego. Bieganie po trawie (lepiej na murawie: ), albo na kacu wychodzi słabo, po stymulancie pewnie i można, ale za to dość trudno trzymać się zbilansowanej diety kiedy proszki zupełnie niszczą apetyt.

Narko-wiara w niektórych odmianach zakazuje używania leków i psychotropów, a w to miejsce przepisuje zioła, czy inne piguły, sami oceńcie czy to rozsądne.

Takie argumenty generuję na sucho, myśląc nie powołując się na informacje ze środowiska, a jakie efekty daje taki "szamanizm", przy najmniej u moich znajomych i znajomych tych znajomych?

Oprócz jednego narko-buddy, jak go żartobliwie nazywamy, nijakie.

 Sam narko-budda "pod wpływem" wyluzował i pogodził się ze swoimi wadami, zyskał dzięki temu na pewności siebie, przedtem niskie poczucie własnej wartości bardzo go ograniczało. To znaczny postęp, ale królem życia nie został.

Ludzi, ani historii o "ziomkach", którzy w wyniku "duchowego ćpania" stoczyli by się na dno, też nie znam. Ci których spotykam, są po prostu denerwujący. Przeważnie wieżą w wiele innych bzdur, przyzywają duchy, widzą aury, leczą energią, produkują talizmany ... lista nie ma końca.

Robienie z interesującego, ale do niczego w sumie nie potrzebnego 
widzimisię palącej (hehe) potrzeby, jest zwykłą racjonalizacją, niestety na tyle przekonywującą, że łatwą do zaszczepienia w innych. Im człowiek na wejściu mniej rozsądny, tym bardziej podatny i na wyjściu jeszcze mniej myślący.

Narko-księża głoszą jeszcze jedną naukę. Substancje naturalne są dobre i bezpieczne, syntetyki są szkodliwe. Ten nietrafny pogląd jakoby naturalne = dobre a wytworzone przez człowieka = złe, jest bardzo rozpowszechniony, kiedyś napiszę o tym oddzielny artykuł.
Na ten moment tylko szybko i po łebkach, nowotwory i gwałt są naturalne, samochody i antykoncepcja nie.
Jeśli chodzi o substancje psychoaktywne, to niektórymi grzybami szalenie łatwo się zatruć, a liczne syntetyki są relatywnie bezpieczne.   


To chyba wszystkie obiekcje jakie mam do narko religii, w kolejnym odcinku:

Jak się bawić i sobie krzywdy nie zrobić.

Słowniczek

1- padawan, uczeń Jeday, pozostający w stałym kontakcie ze swoim mistrzem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz