piątek, 23 maja 2014

Religie, rytuały a miłość.

Kontekst: Mówi się, że religia to bardzo intymna sprawa, z zasady nie zgadzam się z tym twierdzeniem. Może duchowość tak, ale nie religia, ta jest sprawą jak najbardziej publiczną, powiązaną z podatkami, polityką i kulturą. Dziś jednak schowam się za tym komunałem i nie zdradzę się ze swoją przynależnością religijną.

Inspiracja: Mój znajomy, bardzo zajęty ateista wygospodarował odrobinę swojego czasu na to by odwiedzić babcię, ta bardzo ucieszyła się na jego widok i ... wyszła :/ Znajomy nie był wniebowzięty, a chyba o to babci chodzi bo pobiegła do kościoła, na jedną z tych uroczystości które odbywają się w dzień powszedni.
Magda - dziewczyna z która tworzę związek wróciła z kursu medytacji. Obudziliśmy się z rana i swoim zwyczajem, dałem jej soczystego buziaka w policzek, liczyłem na to samo a usłyszałem, nie przeszkadzaj, obserwuję doznania w ciele.
- Przecież buziak też powoduje doznanie w ciele - oburzyłem się
- Ale zbyt intensywne, dla kogoś początkującego - odpowiedziała.

Pytanie, w zasadzie zarzut: Jak to się dzieje, że wyznawcy religii w której Bóg jest miłością, i adepci szkoły medytacji, uczącej uprzejmości i miłości do żyjących istot czasem przedkładają rytuały przed spotkania z drugim człowiekiem?

Moja odpowiedź na to pytanie:



Rozważania: Spróbuję jakoś sprawę obronić. Bo i babcia kolegi i Magda są mądrymi, uprzejmymi, zawsze gotowymi pomóc osobami.

Badania psychologiczne dowiodły, że emocje, na przykład wdzięczność można wypraktykować. Jednym ze sposobów na taki trening jest regularne, naumyślne wzbudzanie w sobie takiej emocji. Niektóre szkoły medytacji, w tym ta w której studiuje Magda, promują takie ćwiczenia, i jak już wspomniałem, daje to, mierzalne efekty.

Psychologia pokazuje też, że samo mówienie o jakichś zjawiskach i wartościach, sprawia, że są one bardziej dla nas dostępne. Psychologowie nazwali ten proces torowaniem (priming).
Kiedy przychodzi nam reagować w skomplikowanej sytuacji, jesteśmy bardziej skłonni działać w sposób jaki został w naszej głowie "utorowany". Katolicy nieustannie słyszą o miłości do bliźniego, o tym, że Bóg jest miłością sam Jezus powiedział "cokolwiek uczynicie jednemu z braci moich mnie uczynicie". To musi jakoś utrwalać się w umyśle.

Istnieją wiec powody, żeby przypuszczać, że praktyki takie w szerszej perspektywie czasowej, powinny owocować większą wrażliwością na potrzeby bliźnich (używając Chrześcijańskiej nomenklatury).

Wniosek:

Banalny: we wszystkim trzeba umiaru, nie warto trenować uprzejmości, kiedy ma się okazję wykorzystać to czego już się nauczyliśmy : ) To tak, jakby samochodem jechać na siłownie a tam korzystać z bieżni : )

Praktyczny:
Ten wymaga jeszcze odrobinę rozważań : )

Nie ma grupy kontrolnej. Nie mam drugiej takiej samej kochanki, która by nie medytowała, ani babci ateistki. Przez co nie mogę ich porównać by jednoznacznie stwierdzić czy są dobrymi ludźmi dzięki czy mimo religii.
Wieżę jednak, na podstawie badań, że medytacja i praktyka katolicka to dobre metody na stawanie się lepszym.

Co za tym idzie mam dwie rady, jedną dla tych religijnych i praktykujących:
Bądźcie uważni, bo wnuk nie zawsze może się zapowiedzieć, i kiedy już mu się uda wyrwać z pracy, warto pamiętać, że w katolicyzmie jest on stworzony na obraz i podobieństwo Boga, a z Bogiem warto się spotykać.
Kochanek prawie na pewno nie jest oświecony, może poczuć niemiłe doznania w ciele i stracić równowagę umysłu kiedy poczuje się odrzucony, a przecież dokładnie tego chcecie uniknąć.

Drugą dla znajomych tych religijnych. Jeśli wasi bliscy nie są fanatykami, pozwólcie im trenować dobroć, korzystajcie z niej kiedy tylko jest wam okazywana, i pamiętajcie, że nie jesteście jedynym wnukiem, kochankiem, czy inną ważną sprawą w życiu waszych bliskich. Jeśli ciągle by was gościli i całowali, mogłoby zabraknąć im czasu na trening i odbudowanie sił.

Pozdrawiam.

1 komentarz:

  1. Wkleiłem ten artykuł w kilku miejscach, między innymi tu http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,620285/i,26#w620463
    pojawiło się wiele komentarzy. Na przykład taki:

    Ja: Jak wy byście w takich sytuacjach reagowali, co było by najlepszą strategią?
    Czytelnik: W przypadku katolików sprawa jest prosta. Trzeba im powiedzieć, że Jezus przerywał modlitwę, gdy przychodzili do niego ludzie.
    Magdzie możesz powiedzieć, żeby nie medytowała przy Tobie, bo i tak jej będziesz przeszkadzał, a początkujący muszą mieć spokój.

    OdpowiedzUsuń